Mistrzostwa Europy 2026 – SARDYNIA
We wrześniu 2026 grupa śmiałków wybrała się z ziemi polskiej do włoskiej a w zasadzie sardyńskiej. Bo Sardyńczycy dość mocno podkreślają swoją odrębność. Być może wynika to ze względów historycznych ale też z pewnością jest spowodowane dumą ze swojej przynależności. W każdym razie jest to naród bardzo sereczny i gościnny ceniący dobrą zabawę.
Wracając do samego wyjazdu do przejechania mieliśmy w jedną strone prawie 2000 km a do przpłynięcia około 330 km. Wyruszyliśmy w środę po południu tak żeby w czwartek wieczorem zdążyć na prom w Livorno. Po drodze czekała nas wizyta na włoskim komisariacie żeby podbić papiery do przewozu broni. Dodatkowo policjanci zechcieli zobaczyć każdy karabinek przez co musieliśmy się rozpakować. Na szczęście poźniej nam te dokumenty nie były potrzebne. W pierwszym etapie podrózy trasa była dość męcząca ponieważ praktycznie całą drogę do Włoch padało słabo, mocno lub bardzo mocno. Pierwszy planowy postój był na wybrzeżyu Adriatyku w pobliżu Ravenny. Niestety pogoda była raczej jesienna i szybko zwinęliśmy się w dalszą drogę.
Kolejny przystanek w Livorno krótkie zakupi i wizyta w lokalnej pizzerni. Bez gwiazdek Michelinn ale pizza bardzo przyzwoita. Następnie udaliśmy sie do portu i zaokrętowaliśmy się na prom. Całą noc płyneliśmy a w piątek rano obudziliśmy się dopływając do protu Golfo Aranchi na Sardynii. Ponieważ pogoda już była typowo letnia udaliśmy sie na piekną plażę w miejscowości Palau mekkce Kite-Surfingu. Po całym dniu plażowania pojechaliśmy odwedzić miejsce zawodów i oddać kilka strzałów żeby sprawdzić karabinki. Następnie udaliśmy się do hotelu.
W sobotę odbywały się zawody więc rano pobudka, śniadanie i ruszyliśmy na tor. Zawody zostały zorganizowane w ten sposób że ustawiono dwa tory a stanowiska przeplatały się. Dzięki temu warunki były mniej więcej równe dla wszystkich zawodników. Pogoda dopisała cały dzień świeciło słońce ale dzięki wiar=trowi nie było bardzo gorąco. Woiatr też bardzo urozmaicił zawody podnosząc ich trudność. Po piewwszym dniu zespołowo zajmowaliśmy pierwsze miejce ale róznica punktowa była minimalna.
W niedzię odbył się drugi i ostatni dzień zawodów. Indywidualnie najlepszy wynik w naszej drużynie osiągnął Krzysztof Walicki wygrywając w konkurencji HFT2 (wiartrówa z naciagiem sprężynowym bez mechanizmu antyodrzutu) z wynikiem 70 punków czyli tyle samo co najlepszy zawodnik HFT1 (wiatrówka ze zbiornikiem na sprężone powietrze). Trzecie miejsce w konkurencji HFT2 zajął Tomasz Knysak
Drużynowo zajęliśmy 2 miejsce za Węgrami a tuż przed Czechami. Drużyna w składzie Krzysztof Walicki, Tomasz Knysak, Tomasz gatlik, Wojciech Swachta, Grzegorz Mazur, Robert Kosicki (WKFT).
Przed wręczeniem nagród oraganizator zapewnił występy lokalnej grupy tanecznej a w zabawie mogli też uczestniczyć goście.
Następnego dnia w poniedziałek zebraliśmy się z hotelu w drogę powrotną. Do promu mieliśmy cały dzień więc kolejny raz udaliśmy się na plażę i nacieszyliśmy się słońcem i 30 stopniowym upałem. W tym samym czasie w Polsce było około 10 stopni C i padał deszcz.
Po powrocie promem na półwysep Apeniński udaliśmy się w stronę Alp gdzie w miejscowości Travisio zaplanowaliśmy jeszcze jeden przystanek połaczony z jazdą koleją gondolową na wysokość prawie 2000 m npm. Widoki były niesamowite.
Nastepnie po zjedzeniu już ostaniej podczas tego wyjazdu pizzy ruszyliśmy w drogę do kraju.
W środę wczesnym rankiem przyjechaliśmy z powrotem do Polski.









